fbpx

Franczyza kawiarni

własna kawiarnia

Spis treści

Franczyza kawiarni

Franczyza to, według definicji, prowadzenie przedsiębiorstwa pod szyldem cudzej, znanej marki, w zamian za bezpośrednie lub pośrednie wynagrodzenie pieniężne. Franczyzobiorca otrzymuje od franczyzodawcy niezbędne do prowadzenia franczyzy prawa do korzystania ze znaku firmowego, wiedzy, technologii oraz doświadczenia. Otrzymuje on także jednolite wyposażenie, dekoracje lokali oraz pomoc biznesową i techniczną.

Franczyza kawiarni wydaje się być idealnym wyborem dla przedsiębiorców, którzy nie mają własnego pomysłu na kawiarnię lub obawiają się, że ich pomysł może nie sprawdzić się w praktyce. Poszukują gotowego i sprawdzonego rozwiązania. Skoro koncept sprawdził się gdzie indziej i stoi za nim sztab specjalistów z centrali sieci, sukces powinien być niemal gwarantowany. Poza tym otwarcie kawiarni nie wymaga tyle kreatywności. Nie trzeba wymyślać nazwy, nie trzeba badać rynku. Marketing i wszystkie materiały graficzne także będą w pakiecie. Podobnie cała wiedza dotycząca menu, produktów, receptur, czy bazy dostawców. Brzmi pięknie w teorii, tymczasem jak to wygląda w praktyce?

Nie-moja kawiarnia

Jeśli marzysz o własnej kawiarni, weź pod uwagę, że kawiarnia we franczyzie nie będzie tak naprawdę Twoja. Nie będziesz w niej podawać własnych wyrobów, ani realizować swoich przepisów. Ścisłe wytyczne co do wyglądu wnętrza i klimatu również ograniczą Twoją inwencję. Nie będziesz mieć nic do powiedzenia w kwestii promocji, marketingu, poziomu cen. Tobie pozostanie tylko akceptacja i finansowanie cudzych marzeń, cudzej wizji…

Franczyzobiorca musi być gotowy zaakceptować narzucone mu reguły, ściśle współpracować z licencjodawcą oraz ponosić ustalone w umowach opłaty. Osoby pragnące zachować niezależność, mające własne zdanie prawdopodobnie nie będą czuły się z tym dobrze. Zastanów się wiec, czy jesteś osobą, która jest w stanie zaakceptować taki stan rzeczy? Czy jest to zgodne z Twoimi oczekiwaniami i aspiracjami?

Monopol na sukces

Nikt nie ma monopolu na sukces, niestety. Franczyza kawiarni również nie gwarantuje sukcesu, nie zapewnia automatycznie odpowiednich grup klientów, ani tym bardziej wysokich wyników sprzedaży. To właściciel w dalszym ciągu musi wykonać analizę rynku, oszacować jego potencjał i wybrać najlepszą lokalizację. Specjaliści z centrali mogą w tym pomóc, ale oni również nie są nieomylni. Poza tym, fakt że lokalizacja została zaakceptowana przez sieć, nie oznacza automatycznie, że jest to dobre miejsce na kawiarnię. Z punktu widzenia franczyzodawcy celem jest rozwój marki bez konieczności ponoszenia wysokich kosztów inwestycji. Łatwo jest więc zaakceptować lokalizację z mniejszym potencjałem, jeśli całe ryzyko powodzenia inwestycji przeniesione jest na franczyzobiorcę, który dodatkowo taką inwestycję sfinansuje. Nawet jeśli ostatecznie lokalizacja nie wypali, franczyzodawca zawsze coś na tym zarobi – opłaty wstępne, procenty od obrotów, opłaty marketingowe itd.

W Internecie sporo jest historii franczyzobiorców, którzy w kilka lub kilkanaście miesięcy tracili po kilkaset tysięcy złotych, próbujących sprzedać swoje kawiarnie choćby za złotówkę, jak ten franczyzobiorca So!Coffee, byleby nie powiększać swych długów. Mrożące krew w żyłach są również historie franczyzobiorców Columbus Coffee, opisane w artykule Kuriera Szczecińskiego. Według artykułu 17 z 23 lokali sieci zmieniło swoich franczyzobiorców, w tym cześć zostało oddanych do sieci w ramach rozliczenia za długi. Dla przykładu fragment jednej z takich historii:

Dlaczego franczyzobiorcy są tacy naiwni? Pytam jednego z tych, który prowadził dwa lokale. Kiedy pierwszy w Poznaniu (dzienny zarobek 20 zł!!!) nie wypalił, zainwestował w kolejny w Szczecinie. Przekonał go do tego… Weczer, który – jak twierdzi wielu – ma dar przekonywania. – Człowiek był naiwny i wierzył w jego zapewniania, że miejsce u zbiegu al. Wojska Polskiego i ul. Jagiellońskiej przyniesie dochody. Zainwestowałem setki tysięcy zł. Pętla finansowa zaciskała się na szyi, a ja wierzyłem naiwny, że się uda. Splajtowałem, a lokal przejął Weczer – mówi mój rozmówca. Inny mówi, że za późno zapaliła mu się czerwona lampka ostrzegawcza, że ciągle ładował pieniądze, a zysków nie było. Obudził się, gdy stracił 400 tys. zł.

Co ciekawe, nawet centrala sieci Columbus Coffee nie może uznać roku 2018 za szczególnie udany, patrząc na jej sprawozdanie finansowe.

W podobnym tonie wypowiadali się franczyzobiorcy Pijalni Czekolady i Kawy Mount Blanc, o czym można przeczytać na przykład na stronie Business Insidera:

Pełnomocnik zarządu Mount Blanc z premedytacją wprowadzał nas w błąd. Ukrywał przed nami dane dotyczące rentowności systemu i obrotów generowanych w poszczególnych kawiarniach – mówi Tomasz Zmysłowski, były franczyzobiorca. (…) - Otrzymywaliśmy informacje, że inwestycje w lokal wyniosą 300-400 tys. zł, podczas gdy nakłady finansowe w praktyce były dwa razy wyższe. Co więcej, inwestycja miała się zwrócić po dwóch latach. W rzeczywistości wiele kawiarni zbankrutowało już w ciągu kilku miesięcy od otwarcia – dodaje Tomasz Zmysłowski.

Mount Blanc poprzez niesprawdzony system doprowadza swoich franczyzobiorców od bankructwa, ale na tym nie poprzestaje. Występuje wobec nich z kilkusettysięcznymi roszczeniami za przedwcześnie zakończenie umowy! Sprawy trafiają do krakowskich sądów, gdzie Mount Blanc nigdy nie przegrał*, albo zawierana jest „ugoda”, zgodnie z którą prywatne firmy wspólników MB przejmują lokale wraz z wyposażeniem za około 20% ich rynkowej wartości (np. Bielsko-Biała lub Gdynia). Jest to wyzyskanie przymusowego położenia franczyzobiorcy przez Mount Blanc. Swoją droga ciekawe, buduje się sieć za kapitał franczyzobiorcy, przejmując lokal wraz z nakładami inwestycyjnymi tego pierwszego. Mount Blanc nie tylko w takich wypadkach nie wydawał pieniędzy na to by otwierać swoje placówki, ale otrzymywał za to pieniądze.

*Tytułem uzupełnienia, Mont Blanc w końcu przegrał w głośnym wyroku SA w Krakowie (sygn. I ACa 711/16), który stwierdził że „nie ma powodu, aby franczyzobiorca płacił karę umowną za zerwanie kontraktu, jeśli pomiędzy nim a operatorem systemu od dawna nie było zaufania”

W innych sieciach franczyzowych, również sukces nie jest oczywisty. Porównując obecną liczbę lokali na stronie So!Coffee, do tej z sierpnia 2018 roku, wynika że ubyło jej przynajmniej 7 kawiarni: Gdynia: CH Klif – Gdynia, Kielce: Galeria Korona, Kraków: Galeria Bronowice, Warszawa: Galeria Mokotów, Galeria Północna, PKiN, Tychy: Gemini Park

Także mniejsze, lokalne sieci nie mają monopolu na sukces. Weźmy za przykład Organic Coffee and more. Jej również w analogicznym ubyły 4 kawiarnie w Warszawie: Piękna 19, Sienna 39, Podwale 19, Grochowska 282, a patrząc na sprawozdanie zarządu za rok 2018, sytuacja spółki nie wyglądała szczególnie różowo.

własna kawiarnia
So!Coffee i Columbus Coffee w CH Avenida

Koszty franczyzy

Skoro prowadzenie kawiarni franczyzowej jest nie mniej ryzykowne od prowadzenia kawiarni pod własną marką, to jak wygląda porównanie kosztów?

Po pierwsze: budżet, który w największych systemach franczyzowych zaczyna się od ok. 300 tys zł. To wystarczająca kwota by wykończyć i dostosować lokal na kawiarnię, jeśli można swobodnie wybrać wykonawców i całe wyposażenie w cenach rynkowych. Lokale mniejsze, lub częściowo wykończone najczęściej nie wymagają aż tak wysokiego budżetu. Kawiarnia otwierana pod własnym szyldem może oznaczać więc spore oszczędności. Tym bardziej, że według przytoczonego wyżej artykułu, wyposażenie i produkty narzucane przez franczyzodawcę mogą być sprzedawane ze sporym narzutem:

Okazuje się, że Columbusy działają w trzech „postaciach”, a każda z nich kosztuje. Chcesz sprzedawać samą kawę, musisz wyłożyć w adaptację lokalu 250 tys. zł. 450 tys. kosztuje lokal, w którym będzie sprzedawana kawa i lunch, a za 650 tys. zł jest dodatkowa możliwość sprzedaży lodów. To jest jednak teoria, gdyż koszty adaptacji są znacznie większe, ale o tym osoba, która popisze franczyzę, dowiaduje się dopiero po czasie, jak już zabraknie jej pieniędzy. Bo te spółka ciągle od niego wysysa. A to na dostawę sprzętu, remonty, a potem na dotowarowanie. Oczywiście ze słonymi narzutami, ale taka jest franczyza. W umowie jest bowiem zapis, że to spółka CC dostarcza kawę, lody, słodycze, kubki, meble i wszystko. – Niech pan zobaczy. Ja za ten fotel zapłaciłem spółce dwa tysiące zł, a na internecie jest do kupienia za 800 zł. Musiałem nabyć ich kilkadziesiąt. Nie mówię o stołach, wyposażeniu kuchni, czy innych rzeczach, które kosztowały setki tysięcy zł, o czym w umowie nie było mowy.

Po drugie: opłata wstępna, która zwykle jest w przedziale od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych, która ma pokryć koszty szkoleń, transferu wiedzy, HACCP, projektu technologicznego itd. Są to kwoty raczej w górnych granicach tego, co jest dostępne na wolnym rynku. Z takim budżetem można skorzystać z usług praktycznie każdej firmy oferującej pomoc przy otwarciu kawiarni od zera, na przykład naszej.

Po trzecie: prowizja od sprzedaży, wynosząca zwykle około 5% przychodów netto, bez względu na to czy kawiarnia generuje zysk, czy stratę. Ten aspekt działa zdecydowanie na niekorzyść kawiarni franczyzowych. We własnej kawiarni takiej pozycji kosztowej po prostu nie ma. Można się oczywiście zastanawiać, czy to właśnie siła marki ściągnęła klientów do lokalu, czy też były to inne czynniki, zależne już bezpośrednio od franczyzobiorcy. Naszym zdaniem marka to coś więcej niż nazwa i logo. To coś, na co pracuje się latami, a traci się niezwykle szybko. Patrząc na kontekst historyczny, na polskim rynku było już kilka „silnym kawiarnianych marek”, o których po kilku latach już chyba nikt nie pamięta, np. iCoffee, W Biegu Cafe, Cafe Club, Voyage Cafe czy skandynawska Wayne’s Coffee. Czy marki obecnych franczyzodawców są silne na tyle, by za nie płacić 5% obrotów miesięcznie?

Po czwarte: bieżące opłaty, zawierające opłaty marketingowe, narzuty na towarze, kary umowne itp. Większości z tych dodatkowych kosztów nie ma w przypadku prowadzenia własnej kawiarni, poza kosztami marketingu, ale o nich będziemy decydować sami i dostosowywać kwotę do potrzeb. Inwestycji w reklamę i marketing nie da się uniknąć jeśli myśli się o rozwoju i zwiększaniu sprzedaży. Pytanie brzmi, w jaki dokładnie sposób środki te są dysponowane oraz czy służą bardziej danej lokalizacji, czy też całej sieci? Artykuł w Kurierze Szczecińskim przytacza przykład promocji w Columbus Coffee, która chyba nie do końca poszła zgodnie z planem:

Kilka miesięcy temu w ramach kampanii reklamowej w CC były śniadania za złotówkę. Tyle tylko że płacili za to prowadzący lokale, a nie Weczer. – Akcja miała trwać trzy miesiące, a trwała dziewięć. Straciliśmy masę pieniędzy, a efekt marny – opowiadają.

Wcześniej natomiast można znaleźć coś takiego:

Każdy franczyzobiorca musi płacić co miesiąc na rzecz CC pięć procent* od przychodu plus jeden procent opłaty marketingowej (też od obrotu). – Na co idą te pieniądze, skoro żadnych reklam w mediach nie ma? Nie sprawdzają się biznesowe plany, że będziemy zarabiać. Ciągle dokładamy do interesu i zysków nie mamy żadnych – mówią na spotkaniu ze mną franczyzowcy, którzy czują się oszukani. Po kilkadziesiąt tysięcy zapłacili za logo firmy wiszące nad lokalami.

*Dla porównania: Costa Coffee na działania marketingowe w 2018 roku wydała tylko ok. 2% przychodów.

Przeanalizowaliśmy pobieżnie działania marketingowe kilku losowo wybranych kawiarni franczyzowych różnych marek. Co zaskakujące, nawet tak podstawowa sprawa jak prowadzenie bezpłatnych wizytówek w mediach społecznościowych jest często zaniedbywana. Nie zauważyliśmy też żadnych celowanych reklam lokalnych. To pozwala nam sądzić, że większość funduszu marketingowego służy wyłącznie centrali. Z niego finansowane są centralne promocje, ogólne działania wizerunkowe oraz tworzone są nowe sezonowe produkty wraz ze wszystkimi materiałami promocyjnymi, plakatami itd. To z kolei oznacza, że franczyzobiorca, powinien mieć osobny fundusz marketingowy na reklamę lokalną – nacelowaną na okolicznych klientów, by móc konkurować z prywatnymi kawiarniami. To znów oznacza dodatkowe koszty.

We własnej kawiarni łatwiej jest skoncentrować wysiłek marketingowy tylko na wybranych aspektach. Łatwiej i szybciej można też adaptować się do lokalnych uwarunkowań oraz zmian w oczekiwaniach i preferencjach klientów. Również bieżące tworzenie materiałów promocyjnych nie jest w dzisiejszych czasach żadnym wyzwaniem. Za drobną opłatą można zlecić to freelancerowi, można zlecić to nam, lub jakiejkolwiek innej firmie, która zajmuje się obsługą graficzną.

Podsumowanie

Ciężko jest nam znaleźć zalety obecnych na polskim rynku systemów franczyzowych. Zarówno otwarcie, jak i prowadzenie franczyzy jest droższe w porównaniu z prowadzeniem własnej kawiarni. Co gorsza, wyższa inwestycja wcale nie gwarantuje większych szans na sukces, co powinno być dość oczywiste. Prowadzenie kawiarni to spore wyzwanie, nawet bez dodatkowych obciążeń finansowych. Wymaga mnóstwo pracy, przygotowania, zaangażowania i sporo szczęścia i nie ma drogi na skróty. Franczyza kawiarni może ułatwić pewne aspekty, podając gotowe rozwiązania, które być może sprawdziły się gdzieś indziej, ale nie będzie to ani łatwe, ani automatyczne. Franczyzobiorcy często chcą jednak wierzyć, że w ich wypadku będzie inaczej.

W wyborze odpowiedniego systemu franczyzowego należy kierować się rozwagą i dokładnie sprawdzić franczyzodawcę. Zdarza się, że sieci te nie generują zakładanych zysków, a potencjalne wpływy z udzielonych licencji mają za zadanie zapewniać płynność finansową franczyzodawcy. Tego typu sieci nieustannie pojawiają się i znikają, co łatwo sprawdzić czytając artykuły sprzed kilku lat, na przykład taki jak ten i zerknąć co działo się z daną marką od tego czasu. W najgorszym wypadku można być zmuszonym do zerwania umowy i sprzedaży lokalu oraz jego zawartości po zaniżonej cenie, co czasem może nie być możliwe, nawet za złotówkę. Warto też porozmawiać z obecnymi lub byłymi franczyzobiorcami danej sieci, by dowiedzieć się jak w praktyce wygląda współpraca z centralą.

Na koniec ciekawostka. Najbardziej znane w Polsce marki kawiarni jak Starbucks, Costa, czy Green Caffè Nero nie szukają franczyzobiorców. Mając ogromną przewagę marketingową, duże zaplecze finansowe i dostęp do najlepszych lokalizacji, z łatwością znalazłyby chętnych. Jednak tego nie robią. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie to już materiał na inny artykuł. 😉

P.S. Polecamy również artykuł w Polityce, który porusza temat franczyzy w szerszym kontekście.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2020! 🙂🎉

Udostępnij...

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on vk
Share on pocket
Share on skype
Share on whatsapp
Share on telegram
Share on email
własna kawiarnia

Ta strona zawiera ciasteczka i inne elementy analityczne. Więcej informacji w Polityce Prywatności